/ 13 kwietnia, 2019/ Nikaragua/ 0 komentarz(y/e)

Mimo nieprzyjemnych sytuacji, które spotkały nas w Nikaragui, zapamiętamy ten kraj jako życzliwy i pomocny. Do takiego obrazu przede wszystkim przyczyniła się rodzina Castro.

Jeszcze mając zupełnie inny plan zwiedzania w głowach, na drugą noc zarezerwowaliśmy miejsce w enigmatycznie brzmiącym… Muzeum Nacudarí. Przystępna cena i świetna lokalizacja zdecydowały o naszym wyborze. Przeszliśmy około 40 minut z Masaya do Nindiri i tam bez problemu odnaleźliśmy właściwy szyld. Powitała nas serdecznie uśmiechnięta Xochi i zaprowadziła do pokoju.

Tam szybko zostawiliśmy plecaki i wróciliśmy do pomieszczenia, które mijaliśmy. Tu właśnie mieści się niepowtarzalna wystawa zbudowana przez Jesusa. Wszystkie ściany zdobią wielkie, kolorowe, symboliczne obrazy ukazujące tradycje i dziedzictwo regionu. Dowiedzieliśmy się, że każdy z nich jest dziełem gospodarza – wykładowcy i miłośnika sztuki. Wzdłuż ścian poustawiane są liczne naczynia, narzędzia i inne przedmioty wydobyte podczas wykopalisk na terenie miasta. Tematyczne ekspozycje są dokładnie opisane, często towarzyszą im wycinki z gazet o danym odkryciu. w kilku punkatch wypisane są sentencje podkreślające, jak ważna dla społeczeństwa jest rdzenna kultura. Całości dopełniają figury postaci w ludowych strojach.

Prócz stałych eksponatów zainteresowały nas również liczne płótna. Jesus opowiedział nam o przedstawionej na nich symbolice i łączeniu obyczajowości indiańskiej z hiszpańską. Nawet przygotował na naszą prośbę kilka miniatur, które planowaliśmy odebrać za kilka dni w drodze powrotnej. Ze względu na problematyczną kradzież w mieście León nasz powrót nieco opóźnił się, ale tym razem mieliśmy okazję spędzić więcej czasu z rodziną Castro. Otoczyli nas opieką, uwagą i rodzinnym ciepłem. Jesus, jego żona Xochi i ich córka Ariana cierpliwie wprowadzali nas w życie mieszkańców Nikaragui. Wieczorami kilkakrotnie wspólnie z Jesusem i Arianą spacerowaliśmy po ulicach Nindirí, które pierwszego dnia wydawało nam się być zaledwie kilkoma domami przy 26 kilometrze drogi pomiędzy stolicą, a słynącym z aktywnego wulkanu miastem Masaya.

Nasza słaba znajomość języka hiszpańskiego była jedynie drobną niedogodnością, ponieważ gospodarze chętnie edukowali nas i w tym zakresie. Ostatnim, ale niezwykle ważnym i atrakcyjnym elementem była możliwość spróbowania przepysznych, lokalnych potraw. Śniadanie, obiad i kolacja zaskakiwały nas różnorodnością. Najbardziej zdumiła nas ilość potraw, które można przyrządzić z mąki kukurydzianej. Wszystko było pyszne i sycące.
Na koniec chciałabym dodać, że pomysł stworzenia muzeum i oferta noclegów jest prywatną inicjatywą Jesusa i dziełem jego rąk. Wystawa kilka dni temu obchodziła swoje siódme urodziny i mam nadzieję, że przetrwa jeszcze wiele lat. Zachęcam wszystkich, którzy znajdą się w okolicy do odwiedzenia Ethnografic Museum Nacudari i zapoznania z życzliwą i pomocną rodziną Castro.

Dominika

Skomentuj To

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*