/ 21 września, 2018/ Polska/ 4 komentarz(y/e)

Do Jeleniej Góry wybraliśmy się z braćmi oraz przyjaciółmi z Olecka – Eweliną i Adamem. Pierwszym (nie)zdobytym przez nas miejscem był zamek Chojnik. Na wzgórze, na którym został zbudowany, wdrapaliśmy się pół godziny po jego zamknięciu.Zamiast wewnętrznej strony murów, pozostawało nam podziwiać jego zewnętrzną bryłę w barwach zachodzącego słońca. Krajobraz usatysfakcjonował nas na tyle, że bez forsowania bramy stylemfd rycerskim, zeszliśmy na nocleg do Zacisza Pod Śmielcem w Jagniątkowie. Cały kolejny dzień przeznaczyliśmy na wędrówkę po zboczach Śnieżki. Wycieczkę rozpoczęła wizyta w unikatowej, zbudowanej ponad osiemset lat temu w Norwegii, świątyni Wang.

Została ona przewieziona do Polski na polecenie Fryderyka Wilhelma IV w roku 1842. Budynek do dziś pełni funkcję sakralną. Nas urzekł misternymi zdobieniami w drewnie, mnogością okienek o wyglądzie denek od butelki oraz myślą konstrukcyjną – do jego budowy nie użyto ani jednego gwoździa. Dodatkowo wnętrze kościoła otoczone jest krużgankami, które pełnią tu rolę buforu cieplnego, a dodatkowo wierni mogli zostawiać w nich sieci rybackie i broń na czas trwania nabożeństwa.

Po uczcie dla ducha czas nakarmić i ciało. Rozpoczęliśmy więc wędrówkę pod górę szeroką drogą z kamieni polnych. Nie zachwyciła nas perspektywa pokonywania kolejnych kilometrów po kocich łbach. Szczęśliwie, dalej szlak rozgałęział się i wybraliśmy stromą, leśną ścieżkę. Podczas pierwszego postoju przy schronisku Samotnia towarzyszyła nam malownicza panorama Czarnego Stawu. Po regeneracji sił, z nową energią ruszyliśmy na szczyt.

Kolejny przystanek w schronisku Dom Śląski ukazał widok na ostatnie metry przed szczytem Śnieżki. Bardzo ostre podejście po głazach nie napawało optymizmem, ale zebraliśmy się wewnętrznie i w dobrym tempie osiągnęliśmy najwyższy punkt na szlaku. Tutaj zrezygnowaliśmy z korzystania z usług oferowanych przez schronisko i po serii pamiątkowych zdjęć ochoczo ruszyliśmy w dół – z górki to już sama przyjemność! Rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze poglądy, choć dla widoków na trasie w kierunku Sowiej Przełęczy warto się potrudzić. Po dłuższym marszu, z ulgą doczłapaliśmy się do czeskiego schroniska Jelenka, gdzie zjedliśmy obiad. Zamiast drzemki czekały nas kolejne godziny wędrówki, ale z sukcesem i w dobrych humorach dotarliśmy do samochodów.

Dominika

 

4 Comments

  1. Mordy cudne! Wpieriod!

  2. Super! Gratuluję odwagi i powodzenia ze zdobywaniem kolejnych szczytów! Góry do góry ?

  3. POZOR! Przyczajony turysta grasuje wszędzie 🙂

    1. Przyczajony, a nawet natrętny 😉

Skomentuj To

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*