/ 30 września, 2018/ Polska/ 2 komentarz(y/e)

W sobotę rano wstajemy dość wcześnie, po czym razem z Wojtkiem i sympatyczną parą jego znajomych, zabieramy się do Bydgoszczy. Naszym celem jest leśniczówka Zagórze, ale tego Dominika jeszcze nie wie, a przynajmniej nie jest tego pewna. Puste drogi o poranku i kolejne kilometry za nami przybliżają nas do miejsca, w którym planujemy spędzić trzy dni. Po zatrzymaniu się na wylocie w stronę Nakła nad Notecią, naszym oczom ukazuje się papugarnia. Nigdy nie byliśmy w takim miejscu, więc może warto wstąpić do środka? Wiem też, że w dzieciństwie Zimny Tata miał papużkę falistą, więc pewnie wspomnienie jego opowieści przeważyło i wchodzimy do środka.

Jeszcze przed wejściem, do uszu zaczął dolatywać ptasi świergot i odgłosy kojarzące się z nagraniami lasu tropikalnego. Sympatyczna Pani Kasia pozwoliła nam zostawić plecaki niedaleko jej biurka i lżejsi od dobytek życia weszliśmy do wnętrza całorocznej woliery. Pierwszym zaskoczeniem był Pitbull, który po chwili bezceremonialnie usiadł mi na ramieniu, po czym zaczął defilować to w górę na kark, to znowu w dół – w stronę dłoni. Niezależnie od kierunku poruszania się, zgrabnie używał dzioba jako trzeciej kończyny, a wdzięczna całość przypominała mi nieco wspinaczkę skałkową, w której niewątpliwie umiejętność latania ułatwiłaby przejście paru „ósemkowych” dróg.

Ptibull jest przedstawicielem gatunku konura słoneczna i mimo swoich niewielkich rozmiarów jest najwyżej w hierarchii bydgoskiej papugarni, mając pod swoimi skrzydłami (sic!) nawet ary! Na codzień jest on jednak oddzielony od tych wielkich ptaków i mieszka w pierwszym pomieszczeniu razem z zeberkami oraz rozmowną Bajką – barwicą zwyczajną. Ta ostatnia chętnie nas zaczepia mówiąc „cześć”, „dzień dobry”, „dziękuję” oraz udając kichanie, włącznie z późniejszym „na zdrowie”.

W drugim pokoju są dużo większe ptaki – wspomniane wcześniej ary ararauny oraz kakadu biała. Są również bardzo towarzyskie barwice czarnogłowe, które chętnie korzystają z przyniesionego przez nas ziarna. Cieniem w moich relacjach z ptakami położyła się jedynie potyczka z Edwardem, polującym na moje okulary 😉 Nie wiem czy wszystkie aleksandretty chińskie są równie mocno skoncentrowane na osiąganiu celu, niemniej wspomniany samiec był wyjątkowo zdeterminowany. Co najważniejsze – ani zwierzęta, ani ludzie nie ucierpieli w realizacji tego odcinka 😉

Jadąc do Jastrowia, w którym czekali na nas bardzo bliscy znajomi z mojego dzieciństwa, udało nam się testujemy możliwości efektywnego poruszania się niewielkimi środkami transportu. Co prawda trasę z Bydgoszczy pokonaliśmy na cztery (auto)stopy, wiezini najpierw przez zawodowego kierowcę, później myśliwego oraz dwóch kierowców jednego busa, ale ostatni przejazd Cinquecento wspominamy z największymi emocjami 🙂 Jesteśmy w stanie zmieścić sie w ucho igielne!

Dzięki uprzejmości Pani Ewy i Pana Tomka oraz Oli i Agaty, spędzamy wieczór pełen rozmów, wspomnień i… bardzo dobrego jedzenia, a na sam koniec zostajemy zawiezieni do leśniczówki. Jedne z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa są związane właśnie z tym miejscem. Okazuje się, że w perspektywie mamy spędzenie dwóch nocy samotnie w lesie… Cieszę się jak dziecko, a ze mną (nieco dojrzalej) cieszy się moja pierwszoroczna żona 🙂

Paweł

2 Comments

  1. Miał papużkę, pamiętam! Cudnie ją oswoił, często siadała mu na ramieniu ?
    Ciepłe wspomnienie z dzieciństwa – i takoż ciepło Was pozdrawiam ?

    1. Serdecznie pozdrawiamy z Rzymu 🙂

Skomentuj To

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*